Wewnątrz beskidzkiego Manchesteru – archiwalne ujęcia z hal produkcyjnych Merilany i Bewelany
Historia przemysłowego serca Beskidów – Merilana i Bewelana
Bielsko-Biała, perła Pogórza Śląskiego i Podbeskidzia, zasłużyła na miano „Beskidzkiego Manchesteru” nie bez powodu. Tradycje produkcji tkanin wełnianych w obu miastach sięgają połowy XVI wieku, początkowo wykonywano je rękodzielniczo, później – od XIX wieku – w licznych fabrykach. Już na początku XX wieku w bielsko-bialskim ośrodku przemysłu wełnianego, który był trzecim co do wielkości zakładem produkcyjnym tego typu na terenie Austro-Węgier, działało ponad dziewięćdziesiąt większych i mniejszych przedsiębiorstw tej branży: fabryki sukna, farbiarnie, przędzalnie, tkalnie oraz zakłady apretury. Słynną „bielską wełnę” znano na całym świecie, a po 1918 roku Bielsko i Biała stały się drugim po Łodzi centrum włókienniczym Polski.
Nazwy „Merilana” i „Bewelana” – wbrew wrażeniu, jakie mogą wywoływać – nie są historycznymi markami z czasów monarchii habsburskiej, ale powojennymi nazwami państwowych konglomeratów, które powstały po upaństwowieniu i konsolidacji dziesiątek prywatnych zakładów. W latach 50. i 60. XX wieku produkcję skomasowano w dużych Zakładach Przemysłu Wełnianego: obok Bewelany i Merilany działały także Finex, Krepol, Lantex, Relana, Rytex, Wega, Weldoro oraz Welux. Bewelana powstała na bazie zakładów m.in. fabryki sukna braci Büttnerów (założonej w 1887 roku, kontynuującej tradycję przedsiębiorstwa Karla Traugotta Büttnera z 1868 roku) – w 1950 roku weszła w skład Zakładów Przemysłu Wełnianego im. Leona Laska, a nazwę handlową „Bewelana” przyjęto dopiero w 1965 roku. Wciąż jednak produkowano wełnę najwyższej jakości – aż 37% trafiało na eksport do 28 krajów na wszystkich kontynentach, a jeszcze w latach osiemdziesiątych XX wieku bielska wełna nosiła znak wysokiej jakości i konkurowała z wyrobami angielskimi.
Architektura przemysłowa i życie w halach produkcyjnych
Z dawnej odległości monumentalne struktury hal już widać na zdjęciach – wyraźnie odcięte od otaczającej miejskiej zieleni, niczym symbol surowej, lecz niepozbawionej harmonii, architektury fabrycznej. Wnętrza hal Merilany przy ulicy Młyńskiej i Bewelany przy placu Żwirki i Wigury ukazują nie tylko techniczne detale maszyn i urządzeń – wilków, selfaktorów, postrzygarek, krosien tkackich – ale też tętniące życiem przestrzenie, gdzie setki pracowników, w większości mieszkańców Bielska, Białej i okolicznych wsi, angażowało się w codzienną produkcję. Cały proces technologiczny wyrobu tkanin wełnianych dzielił się na cztery etapy: przędzenie surowca, przygotowanie i tkactwo, wykończenie oraz farbowanie – każdy z nich odbywał się w wyznaczonej hali, według ściśle określonego rytmu.
W tych fotografiach można wyczuć atmosferę tamtych lat – ludzką pracę, skupienie, ale też ducha wspólnej społeczności, która przeżywała sukcesy i wyzwania przemysłowej rzeczywistości. Warto rozwiać przy tej okazji pewien mit dotyczący samych nazw zakładów: „Bewelana” i „Merilana” to nazwy zaprojektowane handlowo w czasach PRL, gdy państwowe zakłady musiały dostać krótkie, eksportowo brzmiące marki. Nie wywodzą się one ani od regionów, ani od specyficznych materiałów wełnianych – są to typowe powojenne neologizmy łączące fragmenty słów (jak „bel-” od „Bielsko-Biała” oraz „-lana” od włoskiego określenia wełny). Identyczna logika dotyczy nazw Lantex, Welux czy Weldoro, tworzonych w tym samym okresie w ramach centralnego planowania przemysłu.
Przemysłowe dziedzictwo a współczesność Bielska-Białej
Tereny, które kiedyś wypełniały dźwięki maszyn, dziś ulegają różnym przemianom. Bielsko-bialski przemysł włókienniczy zaczął upadać w latach 90. XX wieku – wysoka inflacja, zmiana warunków finansowych, zalew rynku tanimi tekstyliami z Chin oraz brak strategii rozwoju w nowej rzeczywistości gospodarczej doprowadziły do likwidacji większości zakładów. Bewelana ostatecznie zakończyła działalność w 2004 roku, a hale Merilany przy ulicy Młyńskiej zostały wyburzone w 2021 roku przez bielskiego dewelopera Bud-Max Development, który w ich miejscu planuje wybudować trzy bloki mieszkalne. Jedną z ostatnich firm kontynuujących tradycje produkcji „bielskiej wełny” jest dziś Rytex, w którym do dzisiaj zaopatruje się Państwowy Zespół Ludowy Pieśni i Tańca „Mazowsze”.
Mieszkańcy Bielska-Białej podejmują liczne próby zachowania pamięci o tych miejscach – kluczową rolę odgrywa tu Stara Fabryka, oddział Muzeum Historycznego w Bielsku-Białej, mieszczący się przy placu Żwirki i Wigury 8 w dawnym kompleksie fabrycznym braci Büttnerów, który w okresie PRL stanowił zakład B/A „Bewelany”. Placówka powstała w 1979 roku jako Muzeum Techniki Włókienniczej, w 1983 roku otrzymała w dzierżawę halę dawnej Bewelany, a obecną nazwę Stara Fabryka nosi od końca 2013 roku. To w jej wnętrzach prezentowane są dwie stałe ekspozycje: „Od włókiennictwa do małego fiata. Przemysł Bielska-Białej w XIX i XX wieku” oraz „Wilk, selfaktor, postrzygarka… Dawna technika włókiennicza”, dokumentujące historię regionalnego przemysłu od krosna tkackiego z końca XVIII wieku po maszyny z lat 70. XX wieku. Warto też podkreślić, że historia przemysłu włókienniczego mocno wpłynęła na rozwój urbanistyczny – powstały dzielnice robotnicze, a w samym mieście funkcjonował także rozbudowany przemysł metalowy i maszynowy, który w okresie powojennym przekształcił Bielsko-Białą w „miasto stu przemysłów”.
Turystyka przemysłowa i szlaki pamięci w Beskidach
Dla turystów odwiedzających Beskidy, Bielsko-Biała oferuje nie tylko górskie krajobrazy, ale także unikalne doświadczenia związane z przemysłowym dziedzictwem regionu. Stara Fabryka jest oficjalnym punktem na Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego (od 2006 roku) i corocznie uczestniczy w Industriadzie – największym święcie zabytków techniki w tej części Europy, organizowanym w drugą sobotę czerwca. W 2018 roku placówka otrzymała specjalne wyróżnienie Industriady, a wystawa „Od sukna po jedwab – stroje ludowe ze zbiorów Muzeum w Bielsku-Białej”, prezentowana w bratnim oddziale – Domu Tkacza – została w 2013 roku uhonorowana nagrodą Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Sybilla”.
Spacer po dawnych terenach fabrycznych Merilany i Bewelany albo wizyty w lokalnych muzeach pozwalają na zrozumienie, jak bogata i złożona była historia gospodarcza dwumiasta. Takie miejsca stają się coraz częściej celem podróży edukacyjnych, gdzie podziwiana jest zarówno surowość przemysłowych hal, jak i historie ludzi, którzy w nich pracowali. W kontekście turystyki przemysłowej Bielsko-Biała wpisuje się w szerszy trend odkrywania dziedzictwa technicznego, które staje się istotnym elementem atrakcyjności regionów zróżnicowanych pod względem krajobrazowym i kulturowym – obok Starej Fabryki warto też odwiedzić Dom Tkacza przy ulicy Sobieskiego oraz główną siedzibę Muzeum Historycznego w Zamku Książąt Sułkowskich.
Przyszłość dawnych fabryk w świetle regionalnych inwestycji
Obecnie dawne hale produkcyjne funkcjonują na styku przeszłości i nowoczesności. Pojawiają się inicjatywy rewitalizacyjne, które próbują nadać im nowe życie, konserwując elementy historyczne i jednocześnie dostosowując przestrzeń do potrzeb biznesu, kultury czy usług turystycznych. Najlepszym dowodem są kolejne etapy rozbudowy samej Starej Fabryki – w 2010 roku oddano do użytku obszerne sale poddasza Galerii w Fabryce z wystawami czasowymi, w latach 2011–2012 wyremontowano hale ekspozycyjne, a w latach 2013–2015 stworzono od podstaw stałą wystawę historyczną. W tych projektach nie chodzi tylko o architekturę, ale też o utrwalenie tożsamości miasta i regionu – przywrócenie szacunku dla tradycji przemysłowej, która przez wieki kształtowała mieszkańców i klimat Bielska-Białej.
W efekcie, zamiast zniknąć, fabryki te zyskują nową wartość oraz znaczenie w regionalnym pejzażu gospodarczym i społecznym, stworzone pod kątem gości oraz lokalnej społeczności, którzy mogą odkrywać przeszłość Beskidów z bliska. Archiwalne fotografie Merilany i Bewelany służą więc dziś nie tylko jako dokument historyczny, ale także jako inspiracja do tworzenia nowych narracji o regionie – łączą przemysłową spuściznę z turystycznym potencjałem i lokalnym życiem, stając się przewodnikiem dla przyszłych pokoleń, które nadal będą odkrywały Beskidy pełne przemysłowych opowieści.


