Piątek w Beskidach, 10 kwietnia
Mamy piątek, 10 kwietnia, a wraz z nim imieniny Michała i Ezechiela — w sam raz na dzień, który zaczyna się rześko i bez pośpiechu. W górach poranek bywa jeszcze ostry, za to później robi się lżej i właśnie wtedy najprzyjemniej ruszyć na krótszy spacer albo podejść wyżej, zanim ścieżki ożyją na dobre. Dziś wypada też Dzień Rodzeństwa, więc dobry pretekst, żeby zamiast wiadomości wysłać propozycję wspólnego wyjścia w teren.
Jeśli szukać lokalnego tropu na ten piątek, dobrze spojrzeć w stronę Baraniej Góry — źródła Wisły mają w sobie coś z beskidzkiego porządku: bez hałasu, bez pozerstwa, po prostu swoje. O tej porze roku szlak potrafi jeszcze przypomnieć, że kwiecień w górach bywa kapryśny, ale najważniejszy fragment dnia i tak zwykle dzieje się między pierwszym krokiem a momentem, kiedy człowiek przestaje się spieszyć. Na dziś jedno krótkie motto: w Beskidach najlepiej idzie się wtedy, kiedy niczego nie trzeba udowadniać.
